W latach 90-tych, gdy czas transformacji dawał się we znaki poprzez obniżenie poziomu życia modne było hasło „Komuno wróć!” Przetrzymaliśmy ten trudny czas „zaciskania pasa” i gdy teraz zaczynaliśmy powoli dołączać do wiodących graczy politycznych na arenie polityki europejskiej i światowej ….
KOMUNA WRÓCIŁA do Polski.
Za sprawą PiS -iorów i wodza Gnoma, z twarzą komunistycznego prokuratora Piotrowicza wróciła KOMUNA.
Dziś w Sejmie oddano pełnię władzy sądowniczej ministrowi Zero. Przegłosowano ustawy o KRS i ustrojów sadów powszechnych w kształcie i na wzór komunistycznych ustaw.
Minister Bylejaki przewodzi komisji wzorowanej na komunistycznych komisjach ludowych gdzie zasiadają nie prawnicy ( nawet przewodniczący Bylejaki nie jest prawnikiem) a politycy ma nadzwyczajne uprawnienia- prokuratora, śledczego i sądu.
Płaszczak ogłasza, że za ochronę miesiączki Jarka mają płacić kontr demonstranci- toż to trąci komunistyczną retoryką. Edukacja wróciła do wzoru znanego z PRL i z podobnym programem ( na podobnym poziomie, a może nawet gorszym).
Media publiczne tzn. TVPiS osiągnęła poziom propagandy z czasów Urbana, choć trzeba przyznać, że „łopatologia” dziś stosowana jest prymitywniejsza niż za czasów Radiokomitetu.
A Szydło wyszło z worka i jęcząc jak wiejska baba której padła krowa, kłamie jak z nut. Zapewniała o niepodnoszeniu podatków a dziś wyjęczała jak to musi opodatkować paliwo, niby na drogi lokalne. Zabrała w budżecie 500 mln. przeznaczonych na drogi dla samorządów a teraz szuka pieniędzy w moim portfelu.
Czekamy na ciąg dalszy … trzymając się za portfele i odliczając czas do wyborów.
Tylko, żeby się opozycja w końcu obudziła.
środa, 12 lipca 2017
niedziela, 9 lipca 2017
Zrobieni w Trumpka.
Kilka dni temu, a właściwie na drugi dzień po wyjeździe Trumpa napisałem na fb, że nic konkretnego z tej wizyty nie wynika dla Polski pozytywnego.
Dziś gdy obóz rządowy przeżywa orgazmy i rozpływa się w szczęśliwości pojawiają się coraz poważniejsze głosy zbliżone do moich poglądów.
Ekonomiści i poważni komentatorzy dostrzegają jak wielkim przekrętem była ta wizyta. W przeciwieństwie do wizyt np. Obamy, gdzie nie było owszem zysków ale i strat, tak tym razem było inaczej.
Zauroczeni wspaniałymi słowami kierowanymi pod naszym adresem pełnymi komplementów wszyscy chyba na początku byli pod wrażeniem. Przemówienie na placu było laurką i wspaniałym peanem na nasz temat.
Trump to jednak biznesmen i wie jak sprzedać coś co jest nawet niewiele warte. Idealny komiwojażer.
Jak ktoś mi za bardzo cukruje to zaczynam sprawdzać i pilnować mojego portfela - to właściwy odruch. To co się działo na placu Krasińskich przypomina jako żywo spotkanie na temat zdrowotnych właściwości pościeli wełnianych. Socjotechnika i umiejętność sprzedaży.
Co nam Trump sprzedał? Obietnice.
Sprzedaje nam system rakietowy którego tak naprawdę jeszcze nie ma, sprzedaje nam gaz skroplony tyle, że droższy niż dostępny w Europie. Chwalił nas i stawiał za wzór za finansowanie wydatków na zbrojenie- czekałem tylko na to by podsunął pomysł byśmy przeznaczali 3% PKB na obronność. No jak miał nas nie chwalić gdy większość tych pieniędzy trafi do Ameryki. Jak miał nas nie zauroczyć dywersyfikacją dostaw gazu podsuwając swój droższy?
Trump swą obecnością chciał wzmocnić inicjatywę Krajów Trójmorza gdyż do tej pory ( i tak chyba będzie dalej) chce osłabić UE. Nie doprowadzić do rozpadu ale do osłabienia, gdyż słaba UE jest na rękę obecnej administracji US. Doprowadzi to do sytuacji istnienia znów tylko dwóch podmiotów układających scenę polityczną w Europie i na świecie. "Dziel i rządź" to maksyma jaką będzie kierować się polityka Trumpa w Europie – to jest właśnie na dłuższą metę bardziej opłacalne. Już dziś Serbia, Bułgaria i …. Węgry podpisały umowę na dostawę gazu z Gazpromem, gdyż kierują się rachunkiem ekonomicznym i interesem politycznym a nie sentymentami jak nasze władze.
Trump ponadto rozegrał Polaków do pokazania w swoim kraju jak wielkim szacunkiem i uznaniem cieszy się za granicami ( nigdzie indziej by mu się to tak nie udało)- czyli realizował za dość niską cenę cel polityki wewnętrznej.
Niektórzy jednak dalej się łudzą i pocieszają, że przynajmniej Polska miała promocję, gdyż relacja poszła w świat i była pokazywana we wszystkich znaczących krajach. Jednak już pojawiają się głosy a będzie ich coraz więcej, że ta promocja to będzie raczej przyczynek do wstydu i zechcemy o tym szybko zapomnieć.
Jedyna korzyść dla rządu PiS wynikająca z tej wizyty to zgiełk i zamieszanie, nikt nie zauważył złożenia projektu ustawy podnoszącej podatki a tym samym cenę paliw o ok. 25 zł, co natychmiast przełoży się na wzrost cen wszystkich towarów.
I to by było na tyle...
Dziś gdy obóz rządowy przeżywa orgazmy i rozpływa się w szczęśliwości pojawiają się coraz poważniejsze głosy zbliżone do moich poglądów.
Ekonomiści i poważni komentatorzy dostrzegają jak wielkim przekrętem była ta wizyta. W przeciwieństwie do wizyt np. Obamy, gdzie nie było owszem zysków ale i strat, tak tym razem było inaczej.
Zauroczeni wspaniałymi słowami kierowanymi pod naszym adresem pełnymi komplementów wszyscy chyba na początku byli pod wrażeniem. Przemówienie na placu było laurką i wspaniałym peanem na nasz temat.
Trump to jednak biznesmen i wie jak sprzedać coś co jest nawet niewiele warte. Idealny komiwojażer.
Jak ktoś mi za bardzo cukruje to zaczynam sprawdzać i pilnować mojego portfela - to właściwy odruch. To co się działo na placu Krasińskich przypomina jako żywo spotkanie na temat zdrowotnych właściwości pościeli wełnianych. Socjotechnika i umiejętność sprzedaży.
Co nam Trump sprzedał? Obietnice.
Sprzedaje nam system rakietowy którego tak naprawdę jeszcze nie ma, sprzedaje nam gaz skroplony tyle, że droższy niż dostępny w Europie. Chwalił nas i stawiał za wzór za finansowanie wydatków na zbrojenie- czekałem tylko na to by podsunął pomysł byśmy przeznaczali 3% PKB na obronność. No jak miał nas nie chwalić gdy większość tych pieniędzy trafi do Ameryki. Jak miał nas nie zauroczyć dywersyfikacją dostaw gazu podsuwając swój droższy?
Trump swą obecnością chciał wzmocnić inicjatywę Krajów Trójmorza gdyż do tej pory ( i tak chyba będzie dalej) chce osłabić UE. Nie doprowadzić do rozpadu ale do osłabienia, gdyż słaba UE jest na rękę obecnej administracji US. Doprowadzi to do sytuacji istnienia znów tylko dwóch podmiotów układających scenę polityczną w Europie i na świecie. "Dziel i rządź" to maksyma jaką będzie kierować się polityka Trumpa w Europie – to jest właśnie na dłuższą metę bardziej opłacalne. Już dziś Serbia, Bułgaria i …. Węgry podpisały umowę na dostawę gazu z Gazpromem, gdyż kierują się rachunkiem ekonomicznym i interesem politycznym a nie sentymentami jak nasze władze.
Trump ponadto rozegrał Polaków do pokazania w swoim kraju jak wielkim szacunkiem i uznaniem cieszy się za granicami ( nigdzie indziej by mu się to tak nie udało)- czyli realizował za dość niską cenę cel polityki wewnętrznej.
Niektórzy jednak dalej się łudzą i pocieszają, że przynajmniej Polska miała promocję, gdyż relacja poszła w świat i była pokazywana we wszystkich znaczących krajach. Jednak już pojawiają się głosy a będzie ich coraz więcej, że ta promocja to będzie raczej przyczynek do wstydu i zechcemy o tym szybko zapomnieć.
Jedyna korzyść dla rządu PiS wynikająca z tej wizyty to zgiełk i zamieszanie, nikt nie zauważył złożenia projektu ustawy podnoszącej podatki a tym samym cenę paliw o ok. 25 zł, co natychmiast przełoży się na wzrost cen wszystkich towarów.
I to by było na tyle...
niedziela, 2 lipca 2017
Polska- dziw nad dziwy.
Dziwny to kraj, ta Polska. Dziwny to naród- Polacy.
Niby katolicka i chrześcijańska a faktycznie pogańska.
Niby tolerancyjna a ksenofobiczna.
Niby otwarta a ksenofobiczna.
Niby nowoczesna a świadomością tkwiąca w średniowieczu ( z "rycerzykami" na ulicach).
Niby gościnna a tolerująca wybryki ogolonych karków z MW.
Niby dumna a dająca się upodlić przez jednego małego, złośliwego gnoma.
Polska to można by stwierdzić -jeden wielki OKSYMORON ,paradoks sam w sobie.
Totalne zakłamanie i schizofrenia.
Ten stan chorobowy postepuje od dwóch lat a lekarstwa jak na razie nie widać.
Niby katolicka i chrześcijańska a faktycznie pogańska.
Niby tolerancyjna a ksenofobiczna.
Niby otwarta a ksenofobiczna.
Niby nowoczesna a świadomością tkwiąca w średniowieczu ( z "rycerzykami" na ulicach).
Niby gościnna a tolerująca wybryki ogolonych karków z MW.
Niby dumna a dająca się upodlić przez jednego małego, złośliwego gnoma.
Polska to można by stwierdzić -jeden wielki OKSYMORON ,paradoks sam w sobie.
Totalne zakłamanie i schizofrenia.
Ten stan chorobowy postepuje od dwóch lat a lekarstwa jak na razie nie widać.
niedziela, 5 czerwca 2016
Wspomnień czar – 4 czerwca 1989.
Zacznę trochę wcześniej bo już 2 maja.
Zostałem wtedy zatrudniony jako przyszły dyrektor ośrodka kultury w jednej z bieszczadzkich gmin. Wiadomo jak to po przyjęciu, odchodząca pani dyrektor przez pierwsze dwa tygodnie zapoznawała mnie z firmą, załogą i w ogóle z całą gminą. Były wyjazdy, spotkania, narady. Minęły szybko te dwa tygodnie i zaczęły się przygotowywania do wyborów.
Zostałem jako „młody” pracownik wyznaczony do funkcji pełnomocnika na jedno z sołectw. Miałem do przygotowania lokal wyborczy oraz wszystko co się z tym łączy. Wtedy były takie ciekawe czasy, że oprócz spraw czysto związanych z lokalem miałem za zadanie plakatowanie. Pewnego dnia rano dowiedziałem się , że mam przyznany samochód służbowy z kierowcą na dwie godziny i mam jechać w teren. Po co? Przecież nie wypełniałem zapotrzebowania.
Zaraz wszystko się wyjaśniło- przyszedł sekretarz komitetu gminnego PZPR, przedstawił się i rzucił na stół rulon plakatów wyborczych z kandydatami PZPR do sejmu i senatu- Pan to weźmie i rozklei po gminie, samochód dla pana załatwiłem. A potem zapraszam do mnie na rozmowę.
No cóż wziąłem te plakaty i z kierowcą ( niezapomnianym p. Staszkiem ) pojechaliśmy w teren. Porozklejaliśmy te plakaty.
Po powrocie poszedłem na spotkanie z sekretarzem.
- No wie pan, jest taki układ. Jak chce być pan dyrektorem to musi pan należeć do partii. Tak to już jest.- tak zaczęło się spotkanie. Nie naciskał, że to winno być z przekonania ale podkreślał, że tak już musi być.
Żadnej odpowiedzi ode mnie nie uzyskał i nasze spotkanie dość szybko i oschle się zakończyło.
Wróciłem do siebie, do biura wku...wiony. Pani dyrektor wiedząc już co się dzieje starała się mnie przekonać swoim przykładem. „ To tylko taka formalność” mówiła – „ Jakoś należę i nic mi się nie dzieje”, ale dla mnie nie było to do pogodzenia. Przecież zrezygnowałem z lepszej finansowo posady by nie należeć do PZPR i nie wspierać systemu.
Niech się dzieje co chce. Na drugi dzień w pracy zjawiłem się ze znaczkiem solidarności w klapie marynarki i się zaczęło.
Najpierw urzędnicy zaczęli patrzeć na mnie jak na UFO, z jednej strony z sympatią z drugiej strony z obawą a wszyscy byli ciekawi jak to się skończy.
Naczelnik Gminy wezwał mnie tego samego dnia na rozmowę. Rozsądny człowiek i nie było krzyków ani jakiś nacisków. Ale
- No wie pan, może ma pan swoje przekonania i ja je szanuję ale w pracy ten znaczek to tak nie za bardzo. Może w godzinach pracy by pan tego nie nosił, bo zaraz przyleci sekretarz , że zatrudniam wywrotowca.
- To niby jak to ma być panie naczelniku? W pracy mam być swój, a po godzinach mogę być wywrotowcem? Tu tak a tu siak? Albo, albo. Ja tego znaczka nie ściągnę a już na pewno nie do wyborów.
- Dobrze niech tak będzie, Jakby co ,ja z panem rozmawiałem.
W drzwiach na po żegnanie podczas uścisku dłoni dorzucił „ W sumie podoba mi się pańska postawa”.
Trochę mnie to podbudowało.
W tym samym dniu przyszedł obeznany już z sytuacją prezes ZSL.
Śp. pan Adam nie owijał nic w bawełnę i od razu powiedział jak jest. Do tej pory by być na stanowisku trzeba było należeć do jakiejś partii. Więc jak nie chcę do PZPR to mogę sekretarzowi powiedzieć , że należę do ZSL a on to potwierdzi. Nie, nie chciał mnie zapisać do siebie. I też patrząc na znaczek uśmiechnął się, i zapytał czy wierzę, że się uda? Ja powiedziałem, że zgarniemy tzn. Solidarność zgarnie to co jest do zgarnięcia. Po wypiciu kawy dodał ( pamiętam to do dziś) „Chciałbym żeby się udało”.
Trzeci dzień to znowu wyjazd w teren. Przyszedł sekretarz, rzucił plakaty. „ Trzeba uzupełnić bo poprzednie pozrywali, pewnie ci „wasi” - rzucił z ironicznym uśmiechem patrząc na mój znaczek w klapie.
W sumie na tym się wszystko skończyło, nadal byłem pełnomocnikiem ds. wyborów, nadal miałem wyznaczony dyżur w urzędzie w dniu wyborów.
Gdy ogłoszono wyniki i wyszło jak się tego spodziewaliśmy to z ojcem wypiliśmy flaszeczkę by to uczcić.
Cóż to był za piękny okres, tyle wiary i nadziei w to , że stajemy się normalnym krajem, że w końcu coś znaczymy jako obywatele. Mimo zaciskania pasa, mimo hiperinflacji była ta radość tworzenia. Coś zaczęło się dziać. Zmierzało ku dobremu.
A ja? No cóż po trzech miesiącach mimo wszystko zostałem p.o. Dyrektora a pierwszy sekretarz po paru miesiącach wyjechał za granicę i to o ile dobrze pamiętam do USA budować kapitalizm.
Takie są moje wspomnienia dotyczące tego okresu przemian.
Szkoda, że teraz ten czas jest obrzydzany i opluwany przez obecną ekipę rządzącą. Oni chyba nie wiedzą jak to wyglądało "tu na dole" i czym naprawdę la ludzi był ten okres i TE wybory.
To wtedy obaliliśmy komunizm. My obywatele.
niedziela, 17 kwietnia 2016
Obcy czyli nie taki diabeł straszny.
Wczoraj robiłem
zakupy w Kauflandzie, tutaj w Gotha. Polski język jest obecny na
każdym stoisku, prawie 1/3 kupujących to Polacy. To jednak nie
wszystko słychać język rosyjski, rumuński inne języki
słowiańskie a także język arabski.
Czyli tzw.
multikulti w praktyce. Nikomu to nie przeszkadza, nikogo nie dziwi,
nikogo nie oburza.
Takie niby proste
zdarzenie skłania do przemyśleń.
Przecież tak
naprawdę gospodarka Niemiec, jej siła jest budowana pracą
gastarbeiterów, czyli nas obcokrajowców przybywających tutaj w
poszukiwaniu lepiej płatnej pracy. Gdy pracuje się w mieszanych pod
względem narodowości zakładach to widać jak na dłoni, że
wydajność pracowników-obcokrajowców jest dużo wyższa za tą
samą lub niższą płacę. Niemcy jako pracownicy „oszczędzają
się” lub inaczej, można to nazwać jako „szanowanie pracy”.
Niemiecki pracownik ma na wszystko czas, ma swoje tempo, nie zrobi
nic co przekracza jego obowiązki na jego stanowisku. Obcokrajowcy
zaś pracujący krótko i przeważnie na umowach tymczasowych robią wszystko szybciej, dokładniej i czasem nie patrząc na
bezpieczeństwo pracy.
No cóż, takie
prawa gospodarzy (pojęcie "prawo" rozumiem jako zwyczaj nie zaś normę prawną).
W Polsce jest przecież podobnie, Ukraińcy czy
Rosjanie pracują więcej i wydajniej niż Polacy.
Jest jednak istotna
różnica w podejściu do pracowników z zagranicy. W Niemczech jest
większa świadomość społeczna tego, że przybysze wypracowują
dochód narodowy państwa, że wypracowują emerytury dla Niemców,
że płacą podatki robiąc tu zakupy, tu mieszkając. To nic, że
część pieniędzy wypływa z gospodarki jeśli na trwałe pozostaje
wypracowane jakieś dobro, usługa.
U nas zaś jest
jakaś dziwna cisza w tym zakresie. Czasem pojawi się jakiś artykuł
w prasie o tym ale ogólnie raczej straszy się przybyszami twierdząc
, że zabierają miejsca polakom choć tak naprawdę podejmują się
oni pracy tam gdzie Polak nie zatrudni się ze względu na ciężkie
warunki lub niską stawkę.
Ani słowa nie ma o
tym, że obcokrajowcy pracując legalnie w Polsce i płacąc składki
czy to zdrowotne, czy też ZUS nie odbiorą ich przecież- czyli de
facto pracują na nasze państwo, na nasze emerytury ( choć
śmieszne) a kupując żywność, płacąc czynsz za mieszkanie płacą
podatki.
Nie, u nas o tym
cisza, a nawet wrogość.
Ostatnio coraz więcej demonstracji przeciw
przybyszom.
Taka już u nas
moralność Kalego. Gdy my jeździmy za pracą po Europie to Ok, ale
gdy do nas ktoś zawita tu już nie jest ok. pamiętajmy, że
ksenofobia jaką hodujemy tu u nas uderzy w nas pośrednio i możemy
obudzić się już nie długo w sytuacji gdy i nam Polakom powiedzą
za granicą- STOP.
Zresztą jak widać
po tym co wyprawiają nasi rządzący to może stać się już
niedługo. Działania PiS- u już spotkały się ze zdecydowanym
potępieniem w Unii Europejskiej i USA. Gdy idzie się uparcie pod
prąd, gdy z kraju partnerskiego w UE stajemy się krajem- problemem
to mogą nam podziękować. Nikt nas nie będzie na siłę trzymać w
Europie, staniemy się, ba nawet już stajemy się krajem
peryferyjnym a to rodzić może takie konsekwencje jak wykluczenie ze
wspólnej polityki równoważenia wzrostu, czy też wprowadzone
zostaną ponownie kontrole graniczne, zaostrzone zasady przepływu
ludzi i zasobów. Zresztą nasi włodarze, biorą to niejako pod
uwagę i nawet wspominają, że wystąpienie z UE jest przez nich
rozważane.
To chyba jakiś żart!
Z nimi jednak wszystko jest
możliwe, bo żyją w jakimś wyalienowanym świecie, oderwani od
rzeczywistości.
Swoim działaniem
promują ideę państwa opartego kryteriach z początku XX wieku
czyli sprzed 100 lat. Nie zauważyli, że świat idzie dalej i to
coraz prędzej i nic go nie powstrzyma.
Swoją drogą,
otwarte granice to w sumie nic nowego. To przecież dopiero w XX
wieku zaistniały granice takie jakie znamy- z kontrolą graniczną,
wyznaczonymi przejściami. Wcześniej granice były raczej rzeczą
umowną, żaden najmita udający się z Galicji do Włoch czy Babci
Austrii nie potrzebowała paszportu czy dowodu osobistego. Ludzie
odbywali pielgrzymki piesze, konne do Rzymu bez dokumentów, bez
kontroli granicznych. Udający się za chlebem Polacy do Francji do
kopalń również nie posiadali wiz, zezwoleń na pracę.
I
tak jak
zatoczyliśmy pewne koło w historii otwierając nasze granice teraz
ponownie wracamy do czegoś co wydawało się odejść w niechlubną
przeszłość.
sobota, 16 kwietnia 2016
Tania w Polsce to tylko siła robocza.
Media do niedawna
podając z różnej okazji porównania cen artykułów w innych
krajach a w Polsce usiłowały wmówić nam, że niby w Polsce jest
tanio. Tańsza energia , paliwo itp. Nawet podobne straszenie cenami
zachodnimi zastosował kandydat na prezydenta RP Andrzej D.
otwierając na niby sklep z podstawowymi artykułami spożywczymi i
cenami w euro. Oto jak będzie drogo!- gdy wprowadzimy walutę
europejską.
Czym nas tak naprawdę straszono?
A to bardzo ciekawe
zagadnienie i w sumie proste do rozwiązania.
Gdy Polak przyjeżdża
do Niemiec czy Wielkiej Brytanii i ogląda ceny jest przerażony. Co
? Chleb po 2,65 euro, to przecież ( szybko przelicza 2.65 razy
aktualny kurs euro) i wychodzi mu ok. 9 zł. Tragedia ! Benzyna 1.20
euro to przecież na złotówki prawie 6 zł.
Tu nie da się żyć.
Ale, ale to nie jest
takie proste. Na te ceny trzeba patrzeć inaczej- i tak patrzą ci,
którzy są za granicą trochę dłużej lub w ogóle planują tam
pozostać. I wtedy przy zmianie perspektywy okazuje się, że za
granica żyje się o wiele taniej niż w Polsce. Dlaczego?
Ja podam na swoim
przykładzie bo to jest najprostsze.
Porównamy minimalne
płace w Polsce i Niemczech- 1200 zł w Polsce i ok. 1200 euro w
Niemczech ( zależy od landu). Czyli mamy jeden do jednego. I teraz
proszę mi pokazać gdzie w Polsce mamy tak tanio:
- miesięczny czynsz
za dwupokojowe mieszkanie umeblowane+ media w ziemie = 600 euro/zł,
- litr benzyny= 1,20
euro/zł,
- kg dobrej kiełbasy
= 5-8 zł/euro,
- obiad w
restauracji = 7-10 zł/euro
- proszek do prania
(100 prań) = 11- 15 zł/euro
itp. piwo po 50 gr.
wódka po 5 zł, bilet tramwajowy po 1zł, papierosy 6 zł.
Wychodzi na to, że
pracując w Niemczech za najniższą krajową opłacamy czynsz za
mieszkanie, miesięczne wyżywienie i możemy sobie przy odrobinie
szczęścia odłożyć 100-200 euro oszczędności. W Polsce niestety
często najniższa płaca starcza tylko na mieszkanie a na wyżywienie
to trzeba sobie dorobić, chyba, że dwie osoby pracują to może
starczy jeszcze z dwóch wypłat na jakieś szaleństwo i np. wypad
do restauracji. W Niemczech przy dwóch pracujących osobach to już
można myśleć o wczasach, nowym samochodzie czy też inwestycjach
czy oszczędnościach.
Że to trochę
uproszczone? A po co komplikować? Taka jest prawda to my w Polsce
żyjemy drogo, bo mało zarabiamy.
Czy dałoby się
wprowadzić w Polsce euro w przeliczeniu 1:1 ? Tak, tylko nikt z
decydentów nie jest tym zainteresowany. Dlaczego bo okazało by się
, że ich zarobki są za wysokie w stosunku do zwykłych pracowników.
Np. prezes spółki skarbu państwa zarabiający obecnie 600 tyś zł
miałby otrzymywać tyle samo w euro? To skandal! Ale , że teraz
przepaść jest ta sama to jakoś nikogo nie kuje w oczy. To, że
dziennikarz telewizyjny otrzymywałby 40 tyś euro to też by się
zaraz rzuciło w oczy. A tak przy dzisiejszych złotówkach tematu
nie ma, jest tylko wmawianie ludziom, żeby się cieszyli, że nie
mamy euro bo dopiero by klepali biedę.
Ot, taka sobie
zabawa w odwracanie kota ogonem.
To, że w Polsce
osoby pracujące i mające stałe dochody wpadają w sferę ubóstwa
( ok. 2 mln) to nic. Nikt się tym nie przejmuje. Stawki jakie
proponują za pracę instytucje publiczne są poniżej płacy
minimalnej. Sprzątaczki, ochroniarze w urzędach publicznych
otrzymują ok. 5- 8 zł netto za godzinę. To się nazywa wsparcie
państwa na rynku pracy? Jaki prywatny inwestor zapłaci za ta samą
pracę 20 zł gdy państwowa firma płaci połowę. To się nazywa
psucie ryku pracy.
Na nic wszelkie
programy walki z bezrobociem i ubóstwem jeśli samo państwo je
tworzy. Szkoda tylko pieniędzy. Po co 500+ - dajcie ludziom godziwie zarabiać i nie potrzeba by specjalnych programów pogrążających budżet państwa. Obetnijcie dotacje do KK bo nic nie wytwarza oprócz zamieszania. Wprowadźcie odpis podatkowy na wyznanie - ja jako katolik będę płacił i będę wiedział ile płacę dla KK, bo teraz płacę tylko chyba o wiele więcej.
Koniec z wydawaniem
pieniędzy na walkę z bezrobociem, bo z nim nie trzeba walczyć ale
trzeba tworzyć miejsca pracy a za pracę godziwie wynagradzać.
Niestety Polska nie jest w stanie sprostać wymogom by wejść do strefy euro i jak dalej będzie rządzić obecna ekipa to czas na przystąpienie do tej strefy będzie się wydłużać ze względu na drastycznie wzrastające zadłużenie budżetu.
"Jeśli człowiek
pracuje by opłacić mieszkanie i wyżywienie i nic mu nie pozostaje
niczym nie różni się od niewolnika, bo niewolnikowi właściciel
też zapewniał mieszkanie i wyżywienie".
966 czyli co świętować?
Nigdy nie było
czegoś takiego jak Chrzest Polski.
Hucznie świętowano
coś czegoś tak naprawdę nie było. Zaiste ciekawe święto.
Wystarczy otworzyć
Wikipedię lub nawet inne strony poświęcone historii powstania
Państwa Polskiego by przekonać się, że tak naprawdę świętować
w tym roku nie ma za bardzo niczego.
Po pierwsze- data
chrztu Mieszka I jest sporna i raczej prawdziwszy jest rok 964 lub
967 niż ten oficjalnie dziś świętowany. Różne daty podawane są
przez kronikarzy łącznie z mylnymi informacjami dotyczącymi
zaślubin z Księżniczką Dobrawą czy też Dąbrówką.
Po drugie- Mieszko
traktował chrzest dość instrumentalnie i potrzebny był mu raczej
do tworzenia sojuszy niż wynikał z jego własnego przeświadczenia.
Po trzecie- na dobrą
sprawę chrystianizację prowadził i wspierał dopiero jego syn
Bolesław Chrobry a i to nie szło mu sprawnie. I tu o dziwo, zapis z
Kroniki Gala Anonima „ zrodzony z ojca poganina” - sugeruje, że
albo Mieszko I wrócił do wiary swych ojców albo też chrztu tak
naprawdę w ogóle nie było. Czy ktoś zadał sobie pytanie czemu to
Mieszko I nie został świętym podobnie jak władcy, którzy
wprowadzali chrześcijaństwo w swych krajach? Bo tak faktycznie
nigdy chrześcijaninem chyba nie został.
Po czwarte- Nie
mogło być mowy o wprowadzeniu chrześcijaństwa w kraju Mieszka
skoro za Bolesława Chrobrego w Kraju Polan było 12 lub 13 misjonarzy- duchownych i dopiero
z Bawarii ściągał misjonarzy do nawracania pogan.
Po piąte- Pierwsi
Piastowie dość instrumentalnie traktowali „nową wiarę” jako
płaszczyznę sojuszy lub sposób na podniesienie prestiżu własnego
oraz rangi swego państwa. Zawsze jednak z dystansem do hierarchii
kościelnej widząc w niej zagrożenie i jak się okazało w sporze
Bolesława Szczodrego z Biskupem Stanisławem – słusznie.
Pamiętajmy , że czasy pierwszych Piastów to narastający konflikt
o inwestyturę pomiędzy władza świecką a papiestwem.
Czyli co mamy
świętować? Domniemany chrzest Mieszka I i jego drużyny?
Symboliczną datę powstania naszego państwa?
Ziemie Polan a
szerzej biorąc obecnej Polski były przecież zamieszkane wcześniej
i jakoś zorganizowane. Jak donosili wysłannicy Karolingów na
ziemie słowiańskie istniały dość silne organizmy plemienne,
liczne grody, których nazwy dopasowują się do istniejących do
dziś miast i miasteczek.
Wprowadzenie
chrześcijaństwa na ziemie polskie też miało swoje miejsce już
wcześniej a mianowicie kraj Wiślan był chrystianizowany przez
misjonarzy kościoła wschodniego i to z lepszym powodzeniem niż
później robili to Niemcy z pomocą oręża.
To nie
chrześcijaństwo wciągnęło nas w sferę zachodnio- europejskiej
cywilizacji bo państwo Polan już wcześniej było powiązane z
Cesarstwem i poprzez małżeństwa i koligacje z dworami zachodnimi
ten związek się utrwalał a chrześcijaństwo jedynie to
przypieczętowało.
A co tam. To
przecież drobiazgi.
Świętujmy!
Pamiętajmy jednak,
że zalążki Państwa Polskiego istniały już dużo wcześniej i
sami nasi pra,pra…. Dziadowie sobie to wywalczyli i że na
chrześcijaństwo zostaliśmy niejako skazani choć nie do końca z
dobrym dla naszego Państwa skutkiem, ale innego wyjścia NIE BYŁO!
Dla adwersarzy. Nie
cytuję tu kronikarzy ani historyków bo i nie miejsce do tego. Każdy
jak ma trochę ochoty i leży mu na sercu poznanie historii swego
kraju weźmie do ręki „Polskę Piastów” (trochę przestarzałe
informacje ale oddaje klimat tych czasów) lub inne książki, a
nawet może sięgnąć do wiedzy internetowej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)