sobota, 10 października 2015

Ach Ci Amerykanie.

   Często zastanawiałem się skąd u Polaków taka fascynacja Ameryką czyli USA. Gdzie ma swoje korzenie? Czy to podłoże historyczne bo w końcu Kościuszko i Pułaski walczyli o wolność i niepodległość ameryki? Czy też wpływ na to mają filmy lub literatura?

   USA to kraj wielki i kraj o dużych możliwościach, kraj w którym niby wszystko jest możliwe. Kraj gdzie niby każdy ma szanse zrealizować swe marzenia. Jak jest w rzeczywistości to mogą opowiedzieć ci którzy wrócili lub chcieliby wrócić ale nie jest to takie proste bo powroty z ameryki są droższe, dużo droższe niż Anglii czy Irlandii.
Może to też być pokłosie wielkiej emigracji z lat przedwojennych gdzie emigranci wspierali później finansowo rodzinę pozostawioną w kraju choć ciekawe, że nie ma tego sentymentu do np. Brazylii gdzie dotarła fala naszych emigrantów i zajmowali dość wysoko postawioną rangę.
Nie to jednak jest głównym tematem dzisiejszego artykułu lecz zwrócenie uwagi na fakt, że nasza fascynacja USA jest raczej irracjonalna.
   Amerykanie dość boleśnie przeżyli I wojnę światową, podobnie jak większość narodów w nią zaangażowanych. Po tej hekatombie nastał czas izolacjonizmu – nie angażowania się w żadne konflikty zbrojne za granicą. Do tego stopnia było to zinstytucjonalizowane że Roosevelt nie mógł bez gody parlamentu podjąć decyzję o wysłaniu do objętej II wojną światową Europy a jedynie po cichu wspomagać Wielką Brytanię w oporze gospodarczo. Dopiero przedwczesna i dość kuriozalna decyzja Hitlera o wypowiedzeniu wojny USA otworzyło pełnię możliwości udziału w II wojnie światowej na terytorium Europy.
   Od tego czasu amerykanie stali się otwarci na świat a wręcz odrywali rolę światowego żandarma.
Moim zdaniem do tego faktu przyczyniły się dwa fakty a mianowicie kryzys światowy w 1926 r. i właśnie druga wojna światowa. Wielki Kryzys pokazał jak niebezpieczna jest ekonomia i gwałtowne załamanie na rynkach finansowych dla gospodarki a wojna pokazała, że przemysł zbrojeniowy potrafi ochronić przed spadkiem koniunktury w gospodarce. Wszak zbrojeniówka to najbardziej dochodowa gałąź gospodarki (udowodnił to Hitler wyciągając Niemcy z upadku gospodarczego).
Od tego czasu wojsko i przemysł zbrojeniowy USA to oczko w głowie kolejnych prezydentów.
„Zimna Wojna” ten stan utrzymywała a środki na zbrojenia nakręcały naukę, postęp technologiczny i … angażowanie się we wszystkich rejonach świata.
Podział na strefy wpływów pomiędzy dwoma mocarstwami dawał jednak pewną równowagę i tym samym w miarę stabilny stan na świecie. Była owszem cicha wojna podjazdowa jak np. rakiety na Kubie czy wspieranie dostawami broni talibów w Afganistanie ale wszystko to było pod jakąś kontrolą. ZSRR i USA rozgrywały swa partię szachów na mapie świata wspierając reżimy lub wspierając rewolty – ZSRR na Kubie, Iraku czy też Libii a USA Chile, Pakistan, Talibowie itp.
Gdy upadł ZSRR świat stanął przed wyzwaniem a tym samym i USA. Zaczął się walić dotychczasowy układ sił. Pozbawione „nadzoru” kraje jak np. Jugosławia pogrążył się w wojnie domowej, Europa wschodnia wybiła się na niepodległość, w krajach afrykańskich i w Azji doszło do obalenia dyktatur i zastąpienia ich innymi.

    Ameryka jako jedyny kraj zdolny do interwencji w zapalnych rejonach świata  nie zdał jednak egzaminu. Gdzie nie pojawiali się amerykańscy żołnierze tam dochodziło do totalnej wojny domowej, gdzie amerykanie chcąc przejąć nadzór nad krajem tam powstawał chaos i tragedia tysięcy ludzi.
Przykład? Irak i obalenie Husajna doprowadziło w konsekwencji do powstania ISIS, wspieranie obalenia Kadafiego w Libii – fala uchodźców w Europie, obalenie Talibów w Afganistanie pogrążyło ten kraj w chaosie i oddanie go w ręce terrorystów.
Sami amerykanie choć może w sposób nie zamierzony podkręcili skale terroryzmu islamskiego szkoląc bojowników w Afganistanie, Libii czy Syrii i dostarczając im sprzęt wojskowy.
To co dziś mamy na granicach Europy zawdzięczamy Stanom i ich krótkowzrocznej polityce. Nie są ani odrobinę lepsi od Rosji i uprawiają własną politykę nie bacząc na nieszczęścia, które swymi działaniami sprowadzają. Liczy się dla nich interes, pieniądze, władza, rynki zbytu i pozyskanie surowców. Potrafią rozpętać wojnę by zdobyć ropę a gdy sobie nie radzą wycofują się pozostawiając zgliszcza i skazując miliony ludzi na cierpienia. Robią to pod szczytnymi hasłami niesienia demokracji i humanitaryzmu ale nikt tak naprawdę chyba już w to nie wierzy.

   Demokracja na terenach arabskich afrykańskich siłą rzeczy jest nie możliwa do wprowadzenie- nie ta kultura i nie ta świadomość społeczna.

   Gdyby prześledzić historię to dziwnym trafem czas angażowania wojsk amerykańskich w świecie pokrywałby się ze cyklem spowolnienia gospodarki światowej. Czyli USA wspierają swą gospodarkę wywołując konflikty. To może zbyt śmiała teza ale coś w tym jest .

   USA to symbol demokracji i wolności obywatelskich- to brzmi trochę dychotomicznie.
To nie gdzie indziej tylko w USA narodziła się Eugenika doskonalona przez nazistów w obozach śmierci, nie wspomnę tu o eksperymentach na ludziach przeprowadzanych na bezdomnych (włóczęgach) i upośledzonych umysłowo przeprowadzanych na terytorium Stanów Zjednoczonych, to w USA rasizm osiągnął swoje apogeum i dopiero determinacja prezydenta Kennedy'ego położyła jej kres, to CIA prowadziła swoje eksperymenty na dzieciach z domów dziecka w celu stworzenia idealnego mordercy na tyłach wroga.
Lansowany przez dziesięciolecia w filmie, sztuce i telewizji obraz ameryki jako kraju sielanki i możliwości ni jak nie współgra z rzeczywistością.
Owszem, jest to kraj WIELKI i o wielkich możliwościach ale nie jest on tym wybrańcem narodów za którego się uważa. Gospodarka USA jest w stanie udźwignąć wielkie ciężary jednak nie czyni z niej hegemona świata.
Ostatni kryzys Europy związany z uchodźcami to właśnie wynik działań USA nie liczącego się z innymi partnerami a nawet sojusznikami.
Trafnie stosunki USA a resztą świata określił Radek Sikorski – jasno , precyzyjnie i trafnie. Można się obrażać za styl wypowiedzi ale sedno sprawy jest jakie jest.

  

czwartek, 24 września 2015

Uchodźcy

   Byłem w ostatni weekend w kraju no i głównym tematem poruszanym w mediach jak też i w rozmowach ze znajomymi pojawiał się wątek uchodźców.
Już nawet jadąc do Polski na postoju przy A4 w przygodnej rozmowie z napotkanymi Polakami pogawędka zeszła na temat problemu całej europy czyli najazdu migrantów.
Zdania są podzielone.

Dla mnie jak już wspomniałem wcześniej temat nie jest jednoznaczny i parę uwag jakie mi się nasuwają podrzucę do przemyślenia.

   Jak wspomniała Pani Premier Ewa Kopacz 12 tys. to tyle co ilość kibiców na meczach Legii i tu podpisuję się pod tym stwierdzeniem, Nawet uważam, że przyjęcie 40 tyś uchodźców w 37 mln. Kraju to nie powinien być żaden problem. Odpowiednia weryfikacja aby oddzielić faktycznych uchodźców od emigrantów żądnych „socjalu” od terrorystów i dyslokacja na terenie kraju powoduje, że ilość ta nie stanowi żadnego problemu.
Jak twierdzi K. Kutz Polacy mają swoją sprawdzone antidotum na „obcych”. Polska ksenofobia jest tak obecnie wielka jak nigdy dotąd więc żadnych obaw mieć nie można, że żywioł obcy się u nas „rozpanoszy”.
   Problem uchodźców jednak pokazał nam prawdziwe oblicze naszego społeczeństwa. Niby jesteśmy narodem na wskroś chrześcijańskim ale tak naprawdę tylko na pokaz. Na niedzielne nabożeństwa- nic poza tym. Staropolskie porzekadło się tu kłania- „ Modlisz się pod figura a diabła masz za skórą”. Płytkość naszej wiary, zerwanie z tradycyjną „polską gościnnością” i zobojętnienie na los innych – to coś co narosło niedawno. Przyjmowaliśmy greckich uchodźców parę dekad temu bez protestów i bez jakieś obawy a dziś po 25 latach transformacji i niby wolnej demokracji dorobiliśmy się społeczeństwa ksenofobicznego i preferującego izolacjonizm.
Kłania się tutaj też amnezja- zapomnieliśmy jak w czasie stanu wojennego Polacy uciekali na zachód i byli przyjmowani w Niemczech, Francji, Szwecji itd. Wtedy pomoc dla naszych obywateli była mile widziana, dziś gdy my możemy pomóc, no cóż... Nasi uciekali prze ewentualnym więzieniem a Syryjczycy przed śmiercią- to jednak jest różnica. Kali kraść krowę to dobrze ale gdy Kalemu... to już nie dobrze.

   Dziękować za ten stan rzeczy musimy USA czyli temu krajowi w którego niektórzy są wpatrzeni jak w obrazek a ja twierdzę, że niewiele się różni od Rosji putinowskiej. Gdzie USA nie wyśle swoich żołnierzy tam powstaje bałagan, tragedia narodów i śmierć tysięcy niewinnych ludzi – to będzie temat następnego artykułu.

   Teraz poruszę to co przemawia przeciw przyjęciu dużej liczby uchodźców a mianowicie finanse.
Jak wytłumaczy ludziom, że nie ma pieniędzy na podwyżki dla najbardziej pokrzywdzonej grupy zawodowej- pielęgniarkom, jak przekonać że nie ma środków dla matek wychowujących niepełnosprawne dzieci, jak powiedzieć ludziom, że brak finansów na leczenie gdy lekką ręką przekazuje się pieniądze podatników na uchodźców?
Tu jest chyba „pies pogrzebany”. Gdy się coś mówi to trzeba uzasadniać również podając koszty, bo powstają legendy i poczucie niesprawiedliwości a to wzmaga tylko opór. To zadanie dla PR-owców rządowych i dla mediów- rzetelne informowanie o wszystkich aspektach sprawy nie tylko pozytywnych ale i negatywnych.


   Prośba też do opozycji- nie róbcie zamieszania wokół sprawy, nie wywołujcie demonów a starajcie się pomóc bo to przecież chrześcijański obowiązek.  

niedziela, 13 września 2015

Polacy wielki naród.

   Będąc na obcej ziemi tzn. w Turyngii naszło mnie spostrzeżenie dot. naszych polskich zachowań.
Jak to zwykle bywa z daleka łatwiej dostrzec rzeczy na które nie zwrócilibyśmy uwagi będąc w środku wydarzeń. Takie zobiektywizowane, przez odległość, postrzeganie rzeczywistości w środowisku nam niedawno bliskim.

   Rzucam tu tezę, która jawić się może dla niektórych jako obrazoburcza, bądź obraźliwa ale wg mnie taką nie jest, a jedynie opisująca nasze czyli polaków zachowania i podejście do świata.
Otóż, wg mnie Polacy jako naród dokonują cofnięcia cywilizacyjnego. To co kiedyś nas charakteryzowało i stawiało za wzór do naśladowania przestało mieć znaczenie lub też stało się tylko naszym przyzwyczajeniem lub tradycją nie mająca nic wspólnego z naszymi postawami.

    Polska jako kraj wielonarodowy przez stulecia wypracował sobie takie relacje wśród obywateli, że nie ważne były narodowość, czy też religia. Królestwo Polskie później zwane Koroną czy też Rzeczpospolitą to był twór wielonarodowy, zamieszkiwali go Polacy, Litwini, Żydzi, Tatarzy czy też grupy etniczne z czasem i biegiem wydarzeń przekształcające się w naród Ukraiński ( choć to nie takie proste ustalić czy i kiedy naród ten w ogóle powstał, gdyż budzenie się świadomości narodowej nie wynikało bezpośrednio z samych tychże grup co z zewnątrz, ale to już inny temat).
Wszystkie te narody żyły obok siebie, wspólnie wypracowywały jakąś wartość wspólną. Co niemniej ważne, różne grupy narodowe to nie jedyna przesłanka do nazywania Polski krajem tolerancji. Gdy w całej Europie szalały wojny religijne, gdzie prześladowano protestantów czy żydów u nas szukali oni schronienia i takie było im dane. Nie tylko obywało się bez stosów, czy prześladowań ale też innowiercy czyli wyznawcy innej religii niż katolicka pełnili zaszczytne funkcje państwowe, byli hetmanami czy dostojnikami państwowymi. Nikt tak naprawdę nie zwracał na to większej uwagi ( bywało że zmieniano wyznanie kilkakrotnie) a wręcz doszło do ustalenia pewnych zwyczajów dotyczących małżeństw mieszanych i dzieci pochodzących z tychże związków.
To w dawnej Polsce każdego gościa witano i przyjmowano z honorami mu należnymi wg. stanu
i ta polska gościnność była opisywana jako przykład dla innych w całej Europie.

   A dziś? Cóż pozostało z naszej gościnności? Niewiele- tradycyjne jedno miejsce przy stole wigilijnym ale gdyby ktoś nieznany zapukał do naszych drzw w noc wigilijną czy posadzilibyśmy go przy stole na miejscu dla „niezapowiedzianego wędrowca”? Śmiem wątpić.
Czy teraz gdy jesteśmy państwem jednonarodowym czy jesteśmy w stanie pogodzić się z sąsiedztwem przedstawicieli innych narodów? Ogólnie deklarujemy tolerancję i przychylność dla obcokrajowców ale gdy mają zamieszkać w sąsiednim mieszkaniu to już nie za bardzo ta otwartość jest widoczna.

   A teraz pytam- Polaku-Katoliku (ponoć mamy 95% ochrzczonych i 47% wierzących katolików) a jakbyś się zachował gdyby to Jezus Chrystus stanął u twych drzwi o godz. np. 20-tej w postaci uchodźcy z Syrii? Czy przyjąłbyś Go? Ugościł, dał miejsce do spania, nakarmił i odział? Śmiem
twierdzić , że 95% czytelników Frondy i innych prawicowo-katolickich mediów odprawiłoby Jezusa – naszego Boga z kwitkiem a nieraz i z przekleństwami.
Polacy już zapomnieli o tym jak wielkim byli narodem bo wielkość to nie poniżanie innych lecz pomoc im. To pod hasłem „Za wasza i nasza wolność” ginęli nasi przodkowie. To naszych uchodźców przyjmowano w całej Europie po klęskach powstań i porażce Napoleona.

   Skąd się wzięła ta nasza ksenofobia? Przecież w obronie naszych granic stawali Białorusini, Tatarzy, Włosi, Francuzi wyznawcy grekokatolicyzmu, protestanci, wyznawcy Allacha ramię w ramię z Polakami i katolikami.
Nie wracając do tak dalekich czasów jak I i II Rzeczpospolita, wspomnieć należy, że przyjęliśmy w XX wieku do siebie uchodźców z Grecji, którzy żyją do dziś w Krościenku koło Ustrzyk Dolnych i w Zgorzelcu. Potrafimy z nimi żyć, razem pracować mimo iż są obcy etnicznie, kulturowo i wyznaniem.

   Skąd zaś, powtarzam to pytanie, jest nam tak obca myśl o przyjęciu uchodźców z terenów zagrożonych wojną? Skąd ten strach przed muzułmanami skoro z nimi żyjemy już od paru stuleci? Przecież to muzułmanin był autorem pierwszych opisów naszego królestwa i o jego zapiskach uczymy nasze dzieci.
Jako człowiek który przez lata stał na straży naszych granic nie jestem za tym aby wpuszczać do Polski każdego, ale nie mogę zrozumieć zatwardziałości i hardości w niektórych wypowiedziach.
Problem uchodźców to sprawa nie taka prosta jakby się wydawało. Trzeba odróżnić tych, którzy uciekają przed śmiercią, przed wojną od tych którzy szerzą terroryzm, chcą łatwego życia na socjalu.
Jednak trudność ta nie powinna nam przysłaniać chrześcijańskiego i humanistycznego poczucia solidarności i współczucia. Poza tym to tak naprawdę nie nasz Polski problem bo nawet gdy przyjmiemy te kilka tysięcy ludzi to po roku okaże się, że większość i tak wyemigrowała do Niemiec a pozostaną Ci którzy faktycznie uciekli z piekła wojny.

    A, jeszcze jeden argument do obalenia. Dla tych którzy za PiS-owskimi działaczami powtarzają, że najpierw powinno dbać się o Polaków a potem o innych to zapytam a co wasz premier J.K i prezydent L.K zrobił takiego by Polakom się lepiej żyło? Nic oprócz wzrostu poczucia niepewności i zagrożenia, oprócz podziału na lepszych i gorszych oraz wprowadzenia permanentnego podziału społeczeństwa na różne frakcje i napuszczania jednych na drugich – ot, taka polityka „dziel i rządź”.
Cywilizacja to wspólne działanie dla postępu i rozwoju ludzkości- całej nie tylko dla wybranych. Ci którzy w tym dziele uczestniczą rozwijają się i stają się silniejsi a ci którzy się cofają stanowią tło dla odróżnienia. Nie bądźmy tłem ale zaangażujmy się a owoce na pewno do nas trafią.

  
 Postaram się następnym razem zastanowić się ( w piśmie) nad upadkiem cywilizacji arabskiej i tym samym może odpowiem na pytania dot. zagrożenia islamizacją Europy (wg. mnie nie po raz pierwszy Europa sobie z tym poradzi).

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

"Wydudywanie" Polaków ciąg dalszy.



No i niestety we wszystkich swoich opiniach o p. A Dudzie nie myliłem się.

   To co jednak w kampanii mogło uchodzić płazem i być traktowane jako gra polityczno-słowna by zyskać głosy o tyle jednak działania tego pana jako Prezydenta RP musi być już osądzane jako działanie na szkodę Państwa i społeczeństwa, które powierzyło mu pełnienie tej zaszczytnej funkcji.
Od pierwszych dni swego urzędowania p. Duda wbrew temu co zapowiadał dzieli społeczeństwo, realizuje politykę swego ugrupowania politycznego nie patrząc na ogół, nie zastanawiając się nad dobrem wspólnym wszystkich obywateli.
   
   Obnoszenie się ze swoją religijnością dzieli społeczeństwo na tych prawdziwych Polaków- katolików i Polaków(?!) -resztę( tę gorszą), włączenie się w kampanię wyborczą PiS-u, ogłoszenie drugiego bezsensownego referendum i pierwsza wizyta zagraniczna to są te działania , którymi sprawił , że nie mogę go nazwać moim prezydentem i wszystko wskazuje ze tak pozostanie do końca jego kadencji.
Religijność owszem jest cechą być może pożądaną u Kowalskiego ale obnoszenie się z nią reprezentanta narodu to zupełnie co innego. To na co może pozwolić sobie pan Duda to nie przystoi już prezydentowi kraju i to kraju który szczycił się swą tolerancją religijną przez wieki, gdzie innowiercy z całej Europy mieli schronienie przed inkwizycją i wojnami religijnymi, gdzie Żydzi spokojnie mogli kultywować swą religię, obyczaje i kulturę wnosząc niebagatelny wkład również w kulturę polską. Jako katolik z niesmakiem obserwowałem celebrowanie swej religijności przez PAD- i doszedłem do wniosku, że swym faryzejskim postępowaniem obraża me uczucia religijne.

   Nieszczęsne referendum ogłoszone przez Prezydenta Komorowskiego (decyzja nieprzemyślana i błędna- co już opisywałem) otworzyło drzwi do destabilizacji i psucie demokracji.
Była nadzieja na odwołanie referendum przez Dudę, ale ten zastawił pułapkę na PO i ogłosił drugie równie bezsensowne -tyle, że wpisujące się w kampanię wyborczą PiS-u. To czysto polityczna zagrywka na rzecz środowiska z jakiego się wywodzi. Argument o podpisach jest kuriozalny bo jak byśmy za każdym razem ogłaszali referendum gdy komuś uda się pozbierać podpisy pod wnioskiem to może dojść do humorystycznej sytuacji gdy zapytamy naród czy chce być bogaty, zdrowy i piękny czy tez nie ( bo niby czemu nie?). Jeśli taka będzie dalsza droga stanowienia prawa to po co parlament jeśli budować będziemy demokrację bezpośrednią i będziemy co kilka miesięcy pytani czy np. wprowadzić ruch lewostronny, czy jak wysokie ma być oprocentowanie w bankach, czy też o to czy nie obniżyć podatków.
TO JEST PSUCIE DEMOKRACJI. Działanie na szkodę społeczeństwa. Konstytucja jasno określa czemu służy referendum i do tej pory było to respektowane. Referenda dotychczasowe miały na celu zapytanie społeczeństwa o te sprawy które dotyczą całości, wszystkich obywateli ( konstytucyjne, o wejściu do Unii Europejskiej) a teraz ja mam zabrać głos w sprawie sześciolatków których już nie posiadam i nie będę posiadał- bez sensu, czy tez o wieku emerytalnym gdy już sam jestem emerytem. NIE TĘDY DROGA.

  Wizyta zagraniczna prezydenta kraju a zwłaszcza ta pierwsza to taki prognostyk na przyszłość polityki zagranicznej na całą kadencję. No i mamy wizytę p. Dudy w Tallinie. No i fajnie tylko, że to zapowiada powrót do błędnej polityki zagranicznej jaką starał się uprawiać Lech K. Budowa sojuszu małych państw w Europie Wschodniej by stworzyć platformę do nacisku na NATO czy też UE by wesprzeć ten region to działanie skazane na niepowodzenie, bo o ile Estonia, Polska i inne kraje nadbałtyckie chcą zwiększyć swoje bezpieczeństwo to tylko Polska chce stałej obecności wojsk NATO (czytaj amerykańskich bo przecież nie niemieckich) na swoim terytorium. Tego nie da się łatwo przeprowadzić gdyż są zawarte umowy międzynarodowe, których amerykanie nie są skłonni łamać a i inne kraje nie chcą „drażnić Moskwy” i prowokować działania odwetowe. To dość niebezpieczna polityka która może spowodować postrzeganie Polski jako „awanturnika” który dąży do powrotu „zimnej wojny” i podsyca napięcie w tym regionie. Już tak się zapowiadało za Lecha K. gdy po Gruzji mimo oficjalnego poparcia traktowano nas z pobłażaniem i otarliśmy się o izolację polityczną.
  Pomijam w tej ocenie Dudy jego innych zachowań, bo cóż tu się można było spodziewać po tym panu.


   Następne miesiące przyniosą kolejne wpadki i błędy a po wyborach parlamentarnych, to się dopiero będzie działo. Będzie o czym pisać niestety.

środa, 8 lipca 2015

P. Petru pare pytań do Pana.

   Po dłuższej nieobecności w kraju wróciłem na parę dni i przeglądam to co sie wydarzyło podczas mojej nieobecności.
    Po pobycie w Niemczech mam parę pytań do twórcy Nowoczesniej.pl p. Petru bo najbliżej mi do realnych rozwiązań gospodarczych a nie do pobożnych życzeń p. Szydło.

   Mianowicie jest to jedno pytanie, które nurtuje mnie od paru dni- Jak to się dzieje, że pracownik zatrudniony na terenie Polski w dużej międzynarodowej firmie dostaje za swa pracę 1/4 tego co ten sam człowiek zatrudniony na tym samym stanowisku w Niemczech?
Rozumiem koszty pracy ( sam byłem pracodawcą) są w RP wyższe o ok. 30 % ale przecież koszty ponoszone w Polsce przez firmę są takie same jeśli nie niższe. Co jest powodem, że jesteśmy w swoim kraju niedoceniani za swą pracę? Dlaczego pracownik KFC w Polsce zarabiający 1500 zł emigruje do Niemiec i pracując w niemieckim KFC na tym samym stanowisku a mający mniej obowiązków zarabia też 1500 ale euro a nie złotych, czyli 4 razy więcej?
Dlaczego pielęgniarka po szkole zatrudniona w szpitalu w Zgorzelcu dostaje najniższą krajową czyli ok. 1200 zł netto a po 25 latach pracy 2000 zł netto gdy w Europie najniższa płaca dla pielęgniarki to 1800 euro?
Jak to się dzieje, że pracownicy firmy Henkel w Polsce zarabiają 1/4 mniej niż analogiczni pracownicy w Niemczech? to tylko przykłady z jakimi się spotkałem a dochodzą tu jeszcze inne firmy jak np. Nagel Logistic, Simens, Amazon i wiele innych.

    Jestem w stanie zrozumieć, że filie firm zagranicznych w Polsce inwestują, rozwijają się i mógłbym przyjąć różnicę w uposażeniu na poziomie 30 % ale nie tak drastyczne.
Czy przypadkiem nie staliśmy się krajem tylko i wyłącznie taniej siły roboczej. Niestety nie tak jak Chiny.
    Odpowiedź na to pytanie to jednocześnie odpowiedź na pytanie o sukces wyborczy takich "cudów wyborczych" jak Kukiza czy też notowania PiS-u. Te dysproporcje widzą wyborcy i nie są w stanie ich zaaprobować. Można wzywać do "zaciskania pasa" przez parę lat ale nie kilkanaście. Ta sytuacja musi w końcu się zmienić.
 
   Panie Petru jeśli mi Pan odpowie na te pytania w sposób jasny i rzeczowy to będę Pana wyborcą ale jeśli nie to wolę pozostać przy p. Kopacz bo wolę by nie doszło do tego co zapowiada się po dojściu do władzy p. Szydło - nie mam zamiaru dłużej siedzieć w Niemczech.

niedziela, 31 maja 2015

Wydudanie Polski - wstęp.

   Wybory prezydenckie zgodnie z tym co zapowiadali sztabowcy Dudy przez drugą turą przyniosło istne trzęsienie ziemi w polskiej polityce a i zamieszanie w preferencjach wyborców.

   PO nie może wyjść z szoku po przegranej Prezydenta RP a wywodzącego się z tego środowiska Bronisława Komorowskiego próbuje coś na szybko zrobić by poprawić swe notowania przed wyborami. Przypomina to szamotanie się tonącego bo czasu jest mało. Moim zdaniem Tusk za późno przekazał rząd pani Kopacz, która jest o wiele sprawniejszym premierem i poza tym nie jest tak silnie uwikłana w układy koleżeńskie jak Tusk- Nowak czy Tusk-Drzewiecki, podejmuje szybko decyzje o odwołaniu ministrów w przypadku podejrzeń o działania niedozwolone i tak w ogóle widać pracę jej ministrów. Tylko, że dzieje się to zbyt wolno i trochę chaotycznie.

   Duda ten Andrzej, prezydent-elekt Polski Wschodniej jeszcze nie został zaprzysiężony a już pokazuje , że jego zapowiedzi wyborcze to sobie można między bajki włożyć. Wystarczyło jedno przemówienie i dwa wywiady by wyszło szydło z worka, choć dla mnie on nigdy nie był wiarygodny z uwagi na maczanie palców w aferze ze SKOK-ami i wyrokiem sądowym gdzie został skazany za podawanie nieprawdy.
   Przeszedł sam siebie apelując do rządu o niepodejmowanie działań bo sobie wymyślił jakiś okres przejściowy i ubzdurał sobie, że ma poparcie większości społeczeństwa. Skąd mu to przyszło?
Nie ma niczego takiego jak „okres przejściowy” w obecnym stanie prawnym. Można uznać za dobry obyczaj polityczny gdy rząd rządzi a wybory do parlamentu wygrywa inna opcja polityczna to do zaprzysiężenia nowego rządu można apelować o powstrzymanie się od działań, które by krępowały działania nowej ekipy ale Duda wygrał wybory na prezydenta a sukces wyborczy PiS w wyborach parlamentarnych mimo optymizmu pisorów wcale to a wcale nie jest pewny.
Zapowiadał powrót do starego wieku emerytalnego a już okrakiem wycofuje się i przyjmuje wariant jaki proponował Prezydent Komorowski. Zapowiedział podatek obrotowy dla marketów wielkopowierzchniowych by sfinansować reformę emerytalną ale zapomniał, że przecież te firmy przerzucą te sumy podatku na swoich klientów-czyli na nas- to za takie coś, to dziękuję. Podobnie majstrowanie z depozytami bankowymi -banki nie ucierpią bo zapłacą to kredytobiorcy. Nie ta droga panie Duda- posłuchaj pan ekspertów jeśli zdrowy rozsądek nie wystarczy. Sprawa pomnika smoleńskiego to coś co nie zjednoczy polaków a wręcz odwrotnie- podzieli i to jeszcze bardziej niż mu się to wydaje. Ja osobiście jestem przeciw szpeceniu placu przed Pałacem Prezydenckim, bo niby dlaczego tam? Bo LK zginął?

   Paweł Kukiz montuje swoje stronnictwo i próbuje tworzyć jakiś program, bo zdał sobie sprawę, że na samym sprzeciwie i buncie dla samego buntu daleko nie zajedzie. Co mu z tego wyjdzie to nie wiadomo bo już zraził sobie część elektoratu swą postawą wobec kościoła nazywając sam siebie „fundamentalistą”. Ubzdurał sobie, że niby gdyby nie kościół to nie mówilibyśmy po polsku. Skąd takie zdanie- nie wiem. Rzeczpospolita cieszyła się w Europie opinią kraju o największej tolerancji wyznaniowej. Obce nam były wojny religijne i byliśmy schronieniem dla wyganianych i prześladowanych w innych krajach żydów. Dawniej w Polsce nie było takiego przywiązania do religii katolickiej jakie sugeruje się z skrócie myślowym Polak-Katolik. Wyznanie zmieniało się w zależności od sytuacji politycznej (np.wojny polsko- szwedzkie) a tzw. lud zmieniał wyznanie w zależności od wyznania właścicieli majątków. Nawet na Islam przechodzono i nikomu to nie przeszkadzało. Kościół a właściwie jego przedstawiciele - biskupi to byli przeważnie kulą u nogi wszelkich patriotycznych zrywów w czasie zaborów. 

Lewica też podejmuje działania konsolidacyjne ale to raczej nic nowego.

   Interesująca inicjatywa to Nowoczesna.PL ale co przyniesie oprócz odebrania elektoratu Platformie Obywatelskiej. Niby działania mają wspomóc naszą gospodarkę i słusznie ale osoba Balcerowicza ma zbyt negatywne skojarzenia – i słusznie wg mnie.
To mówienie o wzroście naszych płac, o budowie nowych miejsc pracy – hasło wszystkich od lewa do prawa – czyli coś konstruktywnego z minionych wyborów wynikło. Tylko na ile jest to poważne podejście do poprawienia poziomu życia obywateli a na ile branie przykładu z Dudy.

   Palikot planuje zwrócić do polityki ale nie wróżę mu sukcesu- miał swoje 5 minut i zupełnie zmarnotrawił duże zaufanie.
PSL nie mówi nic, oni jak zwykle siedzą cicho bo zamiast robić zamieszanie to ciągną konfitury z agencji państwowych związanych z rolnictwem- więc po co zwracać na siebie uwagę. Wychodzą ze starego założenia- nie ważne kto wygra a PSL i tak będzie w koalicji.

   
   Ogólnie szum i zamieszanie jest duże, może wyłoni się coś ciekawego z tego zamieszania ale co do sondaży wyborczych to raczej patrzeć na to trzeba z dużą ostrożnością bo jak okazuje się co innego zaufanie, co innego deklaracja wyborcza a jeszcze co innego głos wrzucany do urny .

I to zdanie dedykują Dudzie i PiS.  

środa, 27 maja 2015

Po wyborach- krajobraz po burzy.


Jesteśmy po wyborach.
   Tak jak Kaczyński wstrzymywałem się od komentowania kampanii wyborczej na bieżąco, i tak było dużo szumu wokół tego. Dziś gdy powoli kurz opada i zaczyna się wynurzać nowa rzeczywistość zabieram głos by z mego stanowiska opisać pokrótce co się wydarzyło wg mnie.

  Pojawienie się Kukiza z bardzo dobrym wynikiem wyborczym akurat mnie nie zdziwiło, pisałem już po wyborach do europarlamentu artykuł w którym rozważałem jak wielkie jest pole do zagospodarowania. Wysuwałem też tezę , że młodzi ludzie nie mają lub nie widzą dla siebie miejsca w polityce, nie widzą też reprezentanta ich pokolenia na scenie politycznej na kogo mogliby głosować. Sukces JKM w tamtych wyborach to właśnie głosy tych, którzy mieli dość zabetonowanej sceny politycznej, teraz ci sami ludzie plus nowi wyborcy opowiedzieli się za czymś co ich zdaniem jest „ich głosem” , głosem zbuntowanych. 
 To właśnie ta część wyborców szukała swoich reprezentantów w obecnych wyborach.
Kukiz to ruch społeczny nie jakiś konkretny program, to hasła buntu i odrzucenia. Odrzucenia polityki , która nie zauważa lub marginalizuje potrzeby i oczekiwania dużej części społeczeństwa.
   Elity polityczne to w przeważającej mierze te same twarze przewijające się od kilkunastu lat, ludzie którzy tylko zmieniają się stołkami, funkcjami przynależnością partyjną, bezideowi i oderwani od ludzi których maja reprezentować i dla których mają służyć. Politycy przypominają sobie o obywatelach co 4, 5 lat gdy potrzebują głosów wyborczych.
   A jak inaczej oceniać scenę polityczną gdy głowni aktorzy zmieniają partie w zależności od konfitur jakie mogą otrzymać, gdy obsadzają rodzinami intratne stanowiska w spółkach skarbu państwa, gdzie dają się nagrywać w rozmowach prywatnych w restauracjach podczas obiadów fundowanych za pieniądze podatników i wypowiadają żenujące kwestie o tychże podatnikach.
Jak oceniać polityków żyjących przeszłością, walką z komuną (chwała im za to) a nie dzielących realne życie obywateli pracujących na umowach śmieciowych, zmagających się z urzędami, z ZUS-em czy też walczących by udało się przeżyć do operacji lub zabiegu planowanego za parę miesięcy.
PO sądzi, że pokazując wyniki gospodarki , ukończone inwestycje, autostrady, stadiony itp. uzyska poparcie i dobry wynik wyborczy. Chyba nie, bo dla przeciętnego Kowalskiego ważna jest dobra droga gdy jedzie nad morze, czy plac zabaw dla dziecka ale to są rzeczy ważne dla niego raz czy kilka razy w roku a żyć trzeba codziennie, płacić czynsz co miesiąc a w kieszeni jakoś nie widać tego wspaniałego wzrostu gospodarczego.
   Cóż z tego, że buduje się piękne szpitale gdy do lekarza trzeba czekać miesiącami a za niedługo nie będzie się komu pacjentami opiekować bo pielęgniarki od kilku lat nie mogą doprosić się podwyżki.
Cóż ze względnego spokoju społecznego gdy jest to okupione ciągłym zaciskaniem pasa przez ludzi najmniej zarabiających.
    Platforma zapomniała, że głos tego na umowie śmieciowej jest tak samo ważny jak prezesa zarządu KGHM ale tych przeciętnych polaków bez wizji na przyszłość jest więcej niż prezesów.

   Wygrał wybory człowiek bez własnych przekonań, idei, okłamujący wyborów i obiecujący wszystko i wszystkim. Mimo poparcia PiS i postawie wiernopoddańczej wobec Kościoła, mimo obłudy zdobył poparcie młodzieży. Nie  dla jego zasług, nie dla jego postawy lecz dla "zmiany"- cokolwiek ona by oznaczała. To nie było czyste poparcie dla niego lecz wyraz dezaprobaty dla obecnych warunków życia w Polsce. Ci młodzi ludzie nie pamiętają jak to było gdy rządził PiS, dlatego straszenie nim młodzieży nie miało sensu i nie zadziałało- oni muszą sprawdzić to na własnej skórze i sprawdzą to już nie długo.

   Politycy PO zgodnie stwierdzają, że nic się nie stało, że przegrana Komorowskiego ich nie dotyczy ale prawda jest inna. To PBK zapłacił za rządy PO, za wszystkie nierozliczone afery, za nepotyzm PSL-u, za marazm i tak naprawdę za rozsądne i bezpieczne ale i bolesne przejście przez kryzys.
Jeśli Platforma nie zrozumie, że to jej rządy i brak komunikacji ze społeczeństwem oraz nierównomierne rozłożenie ciężaru trudnych ekonomicznie decyzji spowodował zwycięstwo Dudy to klęska w jesiennych wyborach jest pewna, a dalsze istnienie tej partii stać będzie pod znakiem zapytania.
Tak prawdę mówiąc, sądzę, że wybory jesienne do parlamentu są dla Platformy już przegrane, cokolwiek pani Premier nie zrobi to będzie już działanie spóźnione, bo część ustaw nie zdąży przejść przez sejm i senat, część działań będzie odczytywane jako działanie pod wybory więc jakby nie zrobiła to i tak Duda ją wypunktuje. Nie mówiąc, że już stawia ją pod ścianą swoim działaniem w zakresie powrotu do poprzedniego wieku emerytalnego co jest niemożliwe do realizacji (Prezydent nie powinien wycofywać projektu zmiany ustawy, który złożył tydzień temu), oraz kwotą wolną od podatku do akceptacji jest kwota ok. 5 tys. a nie 8 więc też niemożliwa do realizacji przez rozsądny i odpowiedzialny rząd. To dopiero będzie krzyk-Prezydent chciał ale Premier sabotuje jego działania.
   
   PiS nabrał już wiatru w żagle, już przygotowuje się do przejęcia władzy ale … i tu uwaga – może się też przeliczyć. Antysystemowcy którzy poparli obecnie Dudę nie dadzą poparcia jesienią PiS-owi lecz będą głosować nadal na odsunięcie od władzy tych którzy tą władzę sprawowali przez ostatnie 20 lat. Partia Kukiza jeśli zostanie mądrze skonstruowana i przedstawi rozsądny program zmiecie obydwie partie ze sceny politycznej- tylko czy na to stać mówców wiecowych, bo na samej negacji daleko się nie zajedzie. Musi być zmiana ale coś na coś i tu może okazać się, że za samym buntem nie ma nic.

   Lewa strona sceny politycznej praktycznie nie istnieje, skutecznie zlikwidowana przez Millera. Tu nie ma co się łudzić- SLD poszło na dno. Zerwała więzi ze swoim stałym elektoratem przez niefortunną kandydaturę p. Ogórek. Teraz próbuje się coś lepić z odpadków ale chyba nic z tego nie będzie- za dużo gadania, za mało pracy a i młodych twarzy tam nie ma.

  Kto przyciągnie wyborców z internetu?
  Teraz nie radio i nie telewizja są mediami służącymi do prezentowania swych programów. TV jest dobra do trafiania w elektorat w wieku średnim i starszym ale młodzież nie ogląda telewizji a w radiu słucha tylko muzyki- całą zaś wiedzę o świecie czerpie z internetu i to tam trzeba trafiać z przekazem. Właśnie Duda i jego sztabowcy dostrzegli to jako pierwsi i wykorzystali. Tam przemycili modę na Dudę i modę na hejtowanie Komorowskiego.

To właśnie w internecie odbędzie się następna batalia o głosy wyborcze młodzieży, kto tego nie zrobi lub zrobi to mało skutecznie nie będzie miał szansy na sukces wyborczy.
I jeszcze jedna uwaga do pana Prezydenta Komorowskiego- hasło JOW to nie tylko jednomandatowe okręgi wyborcze ale też można ten skrót odczytać inaczej – Je….ć Obecną Władzę i to dlatego to hasło zrobiło taką karierę wyborczą. Niepotrzebny był szum z referendum- szkoda pieniędzy podatników. To był błąd na miarę gwoździa do trumny.
Tak to jest gdy traci się kontakt z młodzieżą i wyborcami, jeśli się nie chce tego robić samemu to trzeba mieć mądrych doradców a nie tylko wykształconych.